Są momenty, które na pierwszy rzut oka wydają się jednorazowe, może nawet przypadkowe.
Pojawiają się nagle i myślisz, że odejdą tak samo szybko…
A okazuje się, że nie.
One w Tobie zostają, to spojrzenie, ten uśmiech, ten dotyk, ten zapach.
I nagle, z tych małych chwil, zaczynasz dostrzegać, że to Twój uśmiech, Twoje spojrzenie, Twoja myśl i Twój zapach pokazują Ci, że się wybudzasz.
Patrzysz w lustro i widzisz kobietę piękną, uśmiechniętą.
Jej cera błyszczy, choć w środku trwa armagedon i wydaje się, że wszystko się wali.
Ona jednak stoi, czuje się świetnie i wie, że kobieca energia to coś więcej niż fizyczność.

To przestrzeń, w której rodzi się pewność siebie, odwaga i radość z bycia sobą.
To źródło, które zasila nie tylko serce, ale i działania w świecie.
Pozwoliłam sobie odczuwać, bez oceniania, bez strachu „co wypada”.
Zapytałam siebie: „A czego Ty chcesz? Jak Ty się z tym czujesz?”.
I wtedy zadziała się magia.
Najpierw poczułam się świetnie.
A zaraz potem stałam się bardziej otwarta na inne obszary życia.
W zaledwie kilka dni łatwiej mi działać, podejmować decyzje, wychodzić po to, czego potrzebuję i stawiać granice.
Może to energia Bramy Lwa.
A może po prostu czas, w którym uczę się brać z życia to, co jest dla mnie dobre, tu i teraz.
Bez tłumaczenia się. Bez usprawiedliwień.